Wrocław 2006-02-24 00:05:26

Kreska_ jako że najlepiej z naszej ekipy znała Wrocław została naszy przewodnikiem. Stwierdziła że zabierze nas do browaru/knajpy o nazwie "Spiż" Gdy dojechaliśmy do rynku, bo tam znajduje się Spiż, okazało się że mamy idealny tajming. Na rynek weszliśmy do kładnie o północy o czym oznajmiło nam bicie dzwonów. Niestety czekało nas wielkie rozczarowanie, w Spiżu w tym dniu była impreza zamknięta. Nie tracąc wiary zaczeliśmy szukać miejsca zastępczego. Długo szukać nie musieliśmy, niedaleko znaleźliśmy lokal o nazwie "PRL". Najpierw nieśmiało, potem z coraz większym entuzjazmem przekonaliśmy się do tego miejsca. Bardzo fajny, klimatyczny lokal. Miejsce super, napitek przedni, muzyka znośna, czego więcej potrzeba? No może jakiejś grupki osób pląsających po parkiecie. Niestety tego nie było, ale i z tym sobie poradziliśmy. Mam wrażenie że DJ był nam wdzięczny, przynajmniej ktoś tańczył. Zebyśmy źle się nie zrozumieli, tam ludzie naprawdę się bawili, alę piętro niżej. Nam bardziej podobało się na górze i tyle. Wczesnym wieczorem(3.00) przeniesiono nas do sosiednego lokalu. Niestety nazwy nie pamiętam. Tam klimat troszkę gorszy, piszę że troszkę bo tak naprawdę nie bardzo pamiętam. Wspominałem już że napitek w PRL-u zacny:) Gdy w Pinczowie dniało wróciliśmy do hotelu na zasłużony odpoczynek.
Rankiem ok 12.00 musieliśmy zabierać się z hotelu bo jako biedni studenci nie chcieliśmy płacić kolejnej doby. Najbardziej niezadowolona z tego powodu była oczywiście Kreska_, która miała ochotę podtrzymywać urlopową tradycję wczesnego wstawania. Na jej usprawiedliwienie powiem tylko tyle, że jako nas szofer musiała być w formie. Jeszcze tylko krótka wizyta w Spiżu, bo jeszcze nie było imprezy. No i oczywiście śniadanie, a nie śniadanie było przed Spiżem. przepraszam ale trochę mi się już myli.
I tak pożegnaliśmy się z przepięknym Wrocławiem. Wnioski są oczywiste. Napewno tam wrócimy i pewnie wpadniemy do PRL (może odzyskamy zagubione rękawiczki Ani).
Na dzisiaj wystarczy następnym razem opiszę powrót do Wa-wy, nie zapominając o biednych skowronkach, które dostały zawału.

skomentuj (2)

dzień drugi...czy coś? raczej coś. taki żart 2006-02-23 22:55:15

Zawsze to samo. Kreska_ zaczyna, a ja muszę kończyć. Tak samo było ze spodniami. Ale do rzeczy. Dzień drugi przebiegł tak jak było zaplanowane(no może poza spaniem do 13.30:)) Rodzice Ani dali się urobić bez wiekszych problemów, więc mogliśmy wyruszyć w stronę Wrocławia o świcie(ok.16.00). Na szczęście, jak się później okazało udało nam się nabyć wyżej wymieniane wycieraczki(szczerze mówiąc to jedną). No to teraz z górki! Wio do przodu! Chwilka i we Wrocławiu? Jednak nie! Podróż okazała się tak łatwa i przyjemna, że zdecydowaliśmy się na "MAŁĄ" przekąskę. Zatrzymaliśmy się w zajeżdzie "Pod Młynem" ok. 50km od (i tu uwaga) ŁODZI! Tak, tak za daleko to nie ujechaliśmy, ale jak się okazało było warto! Tak nam jedzonko i samo miejsce przypadło do gustu, że pytaliśmy nawet o miejsca noclegowe. Z pełnymi brzuchami wyruszyliśmy dalej, obiecując sobie objadek dnia następnego w nowo poznanym lokolu. Droga przebiegła dosyć spokojnie, choć warunki pogodowe nie sprzyjały. Po drodzę doszedłem(tak wiem:)) do pewnego wniosku. Okres ochronny dla Ani? NIE! Natomiast ja poproszę. Wczesnym popołudniem(23.00) udało nam się zameldować w hotelu. I dalej jazda na zdobywać Wrocław.

skomentuj (2)

dzień drugi... nadal 2006-02-09 13:31:30

Kuba odmawia na razie pisania notki. Ja osobiście wstałam po dwunastej. Gardło na razie nadal odmawia współpracy, ale liczę na działanie góry różnych prochów, którymi obsypała mnie Zuza. I na razie tyle. Musimy się zbierać, żeby jeszcze coś było otwarte jak dojedziemy do Wrocławia. Po drodze musimy kupić i wymienić wycieraczkę - w nocy, w deszczu i błocie, na nieoświetlonej drodze nie widać nic, a ja na spotkanie z TIRem nie mam ochoty. Jeszcze musimy urobić rodziców Ani, żeby z nami pojechała. Ot co! Na razie.

kreska_ (zaczynam się podpisywać licząc na to, że kuba też zacznie pisać)

skomentuj (11)

dzień drugi 2006-02-09 08:55:35

dzień drugi niby się zaczyna, ale ja osobiście idę spać. gardło boli i 9 okazuje się jednak za wczesną godziną. Dlatego też później opiszemy, jak to w Grodzisku Mazowieckim Kuba zdzierał ze mnie spodnie i przenosił przez przeszkody. Oraz kilka innych wydarzeń poprzedniego dnia. dobranoc.

skomentuj (0)

dzień pierwszy 2006-02-09 08:53:29

Drodzy nasi. Notka oczywiście spóźniona (i pisana za plecami Kuby:-) ), ale to akurat wina blog.pl. Pisana jest o 2:28 i Wyżej Wymieniony oczywiście nic o niej nie wie. Siedzimy w Sokolnikach u Zuzki. Kończymy pić wino i idziemy spać. Dłuuuuugi dzień za nami. Polecamy kawe w Grodzisku Mazowieckim. Ta sama co w Paradoxie tylko... droższa:-) Oczy mi się zamykają, ale stwierdziłam, że jak teraz nie zacznę pisać informacji dla was, co u nas, to w ogóle nie zacznę (co ogólnie jest całkiem niezłą taktyką na niezaczynanie różnych rzeczy - np. snu). Dlatego piszę. Doceńcie. Jutro pewnie usłyszycie coś składniejszego. Podejrzewam, że w drugim pokoju Zuza, Ania i Kuba już dogorywają i tylko czekają aż odejdę od komputera i dam im spać. Naiwni.
Podjęliśmy karkołomną próbę... (chwila przerwy - Kuba właśnie przyszedł sprawdzić, czy nie przysnęłam przed kompem. Zaraz, jak to było... naiwny) Kontynuując brutalnie przerwany wątek - podjęliśmy karkołomną próbę wciągnięcia na urlop Zuzy i Ani. Zuza odpadła (usprawiedliwona przez obiektywną rzeczywistość), za to Ania wciąż się zastanawia.
Tymczasem Stalin i Hitler nadal nie żyją.
Tym optymistycznym akcentem pozdrawiam Was i życzę spokojnej nocy. Specjalne pozdrowienia zaś ślę Skale, który zapewne (już my się o to postaramy) przeczyta tę notkę jako pierwszy. Chyba że on się o to nie postara. Howgh.

skomentuj (1)

Księga Gości